Tsumetai Sora

musings of a Japanophile


Dodaj komentarz

Z domowego warsztatu

Kiedyś pisałam o używanych przeze mnie farbach. Dziś ciąg dalszy informacji o preparatach, które znajdują się w moim malutkim domowym warsztacie. Obecnie rezygnuję z farb Fevicryl, gdyż nie spełniają moich oczekiwań. Mają zbyt rzadką konsystencję, co sprawia że gdy maluję drewno, muszę nakładać więcej warstw i robić to ostrożnie. Powoli odchodzę też od farb Maimeri, bo znalazłam lepszą alternatywę.

1a

Farby Amsterdam Acrylic holenderskiej firmy Royal Talens to najlepsze farby, jakich do tej pory używałam. Mają bogatą gamę kolorów i dobrze nakładają się gąbką. Przykładowo, kolor titanium buff light ma pigmenty PW6/PY42, czyli te same co farba Maimeri Acrilico w kolorze ivory white. Można więc stosować te farby zamiennie, choć Amsterdam ma ciut lepszą konsystencję. Farba jest wydajna, dobrze kryjąca, jedyny minusik to bańki powietrza w tubie, ale to przypadłość wszystkich farb w tubach. Idealne okazują się farby w słoiczkach.

3a

Od wielu lat korzystam z lakieru firmy Stamperia i muszę powiedzieć, że ten lakier nigdy mnie nie zawiódł. Oczywiście chodzi o lakier matowy, bo błyszczący niestety pozostaje lepiący jeszcze bardzo długo po wyschnięciu. Lakier w dużym opakowaniu wystarcza na długo i spokojnie można go przechowywać nawet kilka lat. Jest białawy z lekkim niebieskawym połyskiem, ale po wyschnięciu staje się idealnie przezroczysty. Jego największą zaletą jest samopoziomowanie, przez co ładnie się wyrównuje na powierzchni, nawet gdy nałożymy go niezbyt równo.

2a

Na preparaty firmy Heritage natknęłam się kilka lat temu i niektóre z nich bardzo sobie chwalę. Testowałam już 3 w 1, czyli podkład, klej do dekupażu i lakier w jednym, i był całkiem niezły, choć miał lekką tendencję do lepienia się po wyschnięciu. Natomiast Transfer Glaze, czyli medium do transferu jest naprawdę świetne. Nawet po paru latach zachowuje swoje właściwości. Ma konsystencję rzadkiego jogurtu i niestety nieprzyjemny zapach, ale wystarczy zaledwie jedna cienka warstwa, żeby stworzyć błonkę na wydrukowanym motywie. Oczywiście wydruk, który chcemy przenieść musi być z drukarki laserowej i w lustrzanym odbiciu. Wycięty z kartki papieru motyw przyklejamy do przedmiotu stroną z błonką, a potem zwilżamy wodą i pocierając, zrolowujemy papier aż zostanie sama błonka. Medium stosowałam na drewnie i płótnie z bardzo dobrym efektem. Ewentualnie można zrobić transfer na szkle, ale wtedy błonka będzie się nieco odcinać od bardziej przezroczystego szkła.


3 komentarzy

Dobrze dobrane

agm3-03

Lubię zbierać ładne przedmioty, choć ostatnimi czasy moja kolekcja nic a nic się nie powiększyła, bo zwyczajnie brakuje mi miejsca. Nie jestem z tych, co to muszą mieć wszystko do kompletu, całą zastawę stołową w jeden wzór. Mnie podoba się zestawienie pojedynczych kubków, filiżanek, talerzyków, które tworzą pozorny chaos, a jednak mają ze sobą coś wspólnego. Na pierwszym zdjęciu przedmioty z motywem różanym – filiżanka i talerzyk angielskie, kupione w sklepie z antykami, kubek wyszukany w dziale gospodarstwa domowego, łyżeczka z duńskiego Green Gate i serduszko gliniane wykonane przez mnie. Podoba mi się połączenie koloru białego z niebieskim, a co za tym idzie lubię motywy holenderskie. Porcelanowe holenderskie chodaki kupiłam w sklepie z pamiątkami, a pojedynczy drewniany chodak ozdobiłam sama. Jestem także miłośniczką swojskich klimatów, mam słabość do chabrów i maków, więc nie mogłam się oprzeć, gdy znalazłam talerzyk, a potem w zupełnie innym sklepie wypatrzyłam łyżeczkę. Wszystko od kompletu, z innej bajki, a jednak dopasowane.

Weekly Photo Challenge: A good match

I like collecting pretty things. Some are useful and some useless. I’m not a perfect housewife who has to keep a full set of tableware in her cupboard. I have cups, mugs and plates from different sets however they have something in common. It can be the same motif or colour. Since I like roses I have few things with this motif. The clay heart in the first photo was made by me. I enjoy the combination of white and blue colour so I can’t resist Dutch motifs. The pair of porcelain clogs was bought in a souvenir shop and the single wooden clog was painted and decorated by me. I like cornflowers and poppies so I just had to buy this lovely spoon, especially when I already got a plate. Although each object is single and different, somehow together they make a good match.


3 komentarzy

Życie to nie bajka

Zdecydowanie nie przepadam za anime przesłodzonymi, infantylnymi i uroczo-mdłymi. Nie cierpię głupiutkich biuściastych dziewczątek ani zboków zaglądających im pod spódniczki. Nie oglądam też (na ogół) ckliwych wyciskaczy łez. (Nie, „Yuri!!! on Ice” wcale nie jest ckliwy!) Lubię za to porządną dawkę akcji, nie stronię od obrazów przemocy i krwi, podoba mi się stopniowanie napięcia i zagmatwane intrygi. Możliwe, że to trochę mało kobiece, ale nigdy nie bawiłam się w kategoryzowanie i stereotypy. Niektóre mangi i anime opowiadają o zdarzeniach, które są niemal wyjęte z prawdziwego życia. Takie historie często skłaniają do refleksji, stanowią coś więcej niż rozrywkę.

ysrw

Jednym z takich realistycznych anime jest „Yomigaeru Sora -Rescue Wings-„. Młody idealista z głową pełną marzeń i ambicjami szkoli się na pilota myśliwca. Ale życie daje mu kopniaka i Kazuhiro ląduje w jednostce ratunkowej jako pilot śmigłowca. Swoją pracę początkowo uważa za zesłanie, bez szansy na rozwój. Jednak szybko przekonuje się, że bycie pilotem-ratownikiem to nie tylko ogromna odpowiedzialność, ale też wyzwanie znacznie większe niż pilotowanie myśliwca. Zdarza się też, że ratownik nie jest w stanie dotrzeć na czas do ofiary lub sam znajdzie się w niebezpieczeństwie. Anime pokazuje rozwój głównego bohatera, lekcje jakich udziela mu życie sprawiają, że zaczyna inaczej patrzeć na świat.

yugo

Innym ciekawym tytułem jest „Yugo the Negotiator”. Już choćby dlatego, że bohaterem jest właśnie negocjator – nie policjant czy prywatny detektyw, których pełno wszędzie – warto się przyjrzeć temu anime. Mamy tutaj pokazane dwie misje – w spalonym słońcem Pakistanie i skutej lodem Rosji. Autorzy mangowego pierwowzoru to chyba sadyści, biorąc pod uwagę tortury, jakim Yugo zostaje poddany w każdej misji. Mankamentem historii jest lekkie trącanie Jamesem Bondem, z tym jednak, że Yugo ma bliżej do uczłowieczonego Craiga niż plastikowego Connery’ego czy Moore’a. Mamy też niestety trochę stereotypów, czyli pakistański muzułmański fanatyzm i rosyjski komunistyczny reżim. Mimo wszystko, serię ogląda się całkiem przyjemnie, zwłaszcza że bohater znacznie częściej używa swojej głowy niż mięśni.

***

I suppose I’m not a typical woman when it comes to anime. I don’t like cute, sweet and childish series, naive girls with big boobs and drooling guys trying to peep under their skirts. And I usually don’t watch anime about school romances or brave teen heroes saving the world. What I really enjoy is a good amount of action and I have nothing against blood and violence. I like not-so-sane characters and twisted plots. An enthralling and intriguing story that leaves you craving for more. I also like anime that resembles real life. That’s why I think „Yomigaeru Sora -Rescue Wings-” is really worth watching. Here we have a young and ambitious pilot who dreams of flying jet fighters. Unfortunately he fails to fulfill his dream and ends up as a pilot in helicopter rescue team. He’s not happy about that but soon he discoveres this job is far more challenging and dangerous than flying a fighter. Moreover, he has to face the sad truth that a rescuer is not always able to save a victim. Another decent action anime is „Yugo the Negotiator”. And yes, the main character isn’t just another cop or private eye, he’s a negotiator specializing in tricky and risky cases. It’s good to see a guy using his brain instead of his muscles. However Yugo is a bit like James Bond, sometimes too much of a hero. There are also stereotypical Muslim fanatics and cruel Russian soldiers and Yugo being tortured in every mission. But generally this anime is a pretty good entertainment.


4 komentarzy

Szansa na sukces

Często zdarza mi się łapać różne okazje. A to trafi mi się ciekawy przedmiot w sklepie, a to załapię się na interesującą imprezę. Sporo okazji przytrafia mi się, gdy spaceruję z aparatem lub przynajmniej mam komórkę, którą mogę zrobić zdjęcie. Już kilka razy zdarzyło mi się być w centrum wydarzeń, np. podczas usuwania przez strażaków powalonego drzewa albo przy akcji gaszenia płonącego balkonu. Robiąc zdjęcia, czułam się trochę jak reporterka. ^^ Często też fajne zdjęcia wychodzą mi zupełnie przypadkowo. Tak właśnie było, gdy aparatem bez zaawansowanych funkcji robiłam zdjęcie ze skarpy na Starówce i przypadkowo wyszło mi moje pierwsze w życiu bokeh. Na kolejnym zdjęciu udało mi się uwiecznić kota na cmentarzu, który jakoś skojarzył mi się z Behemotem z „Mistrza i Małgorzaty”. Natomiast któregoś dnia, gdy wracałam z pracy, natknęłam się na spacerującego ulicą jeża. I wreszcie motyl, który przysiadł na ścieżce i pozwolił, żebym się do niego podkradła. Tak więc okazja czyni nie tylko złodzieja, ale także fotografa. ^^

Weekly Photo Challenge: Against the odds

Life gives you many chances and it’s up to you whether you take them. I often stumble upon something interesting or unusual when I hang out with my camera. And sometimes I get a great photo completely unexpectedly. Such thing happened when I was taking photos in the Old Town in Warsaw and I got nice bokeh by chance. Another day, during a walk in a cemetery I saw a black cat that made me think of Behemoth from „The Master and Margarita”. And few years ago, when I was on my way home from work I saw a hedgehog on the sidewalk. Finally, during a walk in the suburbs I managed to take a photo of a butterfly resting on a gravel pathway. Sometimes you don’t have to be prepared, just point and shoot. So always keep your eyes wide open.


7 komentarzy

Teatr cieni

Cień to temat najnowszego foto wyzwania. Choć światem przedmiotów zawładnęła fotografia bezcieniowa, to mając w obiektywie przyrodę, lubię grę świateł i cieni. Uwielbiam zwłaszcza popołudniową porę ciepłych dni, gdy cienie wydłużają się, a światło staje się miękkie i złociste. Nie wszystkie cienie na zdjęciu są niepożądane. Niekiedy mogą sprawić, że fotografia będzie ciekawsza, niebanalna.

Weekly Photo Challenge: Shadow

The latest photo challenge encourages us to show some shadows. When I take photos of nature I like the way light and shadow can create a special mood. I particularly like warm days’ afternoons when the light is soft and shadows become long. And sometimes even a single shadow can make a photo more interesting.


Dodaj komentarz

Trochę inna bajka

Jakiś czas temu przypominałam sobie muzykę, której słuchałam na początku mojej fascynacji Dalekim Wschodem. I tak trafiłam na Trax, zespół koreański, do którego swoje trzy grosze dorzucił sam wielki Yoshiki Hayashi. Z perspektywy czasu stwierdzam, że piosenki mieli mocno średnie, ale przynajmniej było na kim oko zawiesić. Tym kimś był perkusista, niejaki No Min Woo. Właściwie to tylko robił dobre wrażenie, bo perkusistą był kiepskim. Obecnie facet jest piosenkarzem, ale i to niezbyt mu wychodzi.

mub

Na swoje szczęście ma jednak odrobinę talentu aktorskiego, co mogę stwierdzić po obejrzeniu dramy „My unfortunate boyfriend”. Co ciekawe, koreańskie dramy mają po 16 odcinków i nie mam pojęcia czemu akurat musi być ich dokładnie tyle, ale oglądając tą konkretną, wcale się nie nudziłam. „My unfortunate boyfriend” to mieszanina komedii i romansu. Tutaj zaznaczę, że pierwszy pocałunek następuje dopiero w 9 odcinku, drama jest aż nazbyt grzeczna. Za to No Min Woo paraduje z gołą klatą już na samym początku pierwszego odcinka. Całość oglądało mi się naprawdę przyjemnie. Jest to historia dziewczyny z prowincji, która przyjeżdża do stolicy i zaczyna pracować w prestiżowej firmie. I tak się składa, że od razu wpada na skromnego ogrodnika uważanego za strasznego pechowca i fajtłapę. Tym sposobem pech udziela się także jej. Wkrótce też do głosu dochodzą uczucia i tak, znalazłszy się pomiędzy dwoma mężczyznami, bohaterka ma problem z wyborem tego jedynego. W dramie mamy też i biznesowe intrygi, i rywalizację między pracownikami firmy, a do tego tajemnice z przeszłości, więc emocji nie braknie. Jest nawet cytat z Forresta Gumpa o czekoladkach i kabedon wykonany przez No Min Woo (który przez cały czas kłuje w oczy koszmarną fryzurą). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie miała jakichś skojarzeń. Szef głównej bohaterki niekiedy kojarzył mi się z Masataką Kubotą, grającym Lighta w „Death Note”, natomiast jej współlokatorka jakoś dziwnie przypominała mi młodą Bjork.

end

Inną dramą, którą obejrzałam niemal z rozpędu po pierwszej, jest „EXO Next Door”. Oglądało się ją tak samo przyjemnie, jak również szybko, bo odcinki mają po niecałe 15 minut. Znów mamy do czynienia z komediowym romansidełkiem. Główna bohaterka to córka kobiety wynajmującej apartament i tak się składa, że tym razem najemcami są chłopaki z szalenie popularnego koreańskiego boysbandu EXO. Członkowie grają tutaj samych siebie, choć cała fabuła to oczywiście fikcja. Bohaterka nie dość, że jest wielką fanką boysbandu to jeszcze ma problem – w stresujących sytuacjach bardzo się czerwieni. Jak poradzi sobie, kiedy matka powierzy jej rolę sprzątaczki u chłopaków? Dramę można traktować jako odstresowującą rozrywkę, bo jest lekka i nieco naiwna. Nie jestem fanką koreańskich boysbandów i kompletnie się na nich nie znam, ale łatwe w odbiorze komedie lubię, więc całość uważam za strawną.

***

Recalling the music I was listening to many years ago, I stumbled upon a Korean band Trax. Their music was just mediocre, even though the uber-famous Yoshiki Hayashi was involved in production. At least there was a guy with a really pleasant look, the drummer No Min Woo. He was a terrible drummer. Now he is a singer and he sucks as well. But he’s got some acting talent. I watched the drama „My unfortunate boyfriend” where he played one of the main roles and I was really satisfied with his acting. I liked the other actors too. The plot is simple – a young woman from a small town moves to the capital city and starts working in a big company. She’s ambitious but becomes mischievous after meeting klutzy gardener. The drama was funny and had some nice plot twists. I just don’t know why Korean dramas have to consist of exactly 16 episodes. Anyway, I wasn’t bored at all. After that I watched „EXO Next Door”. It was much shorter, it also had 16 episodes but about 15 minutes each. It was funny and a bit naive but I enjoyed it, though I’m not a fan of Korean boybands and I can’t name any of them. The main character was a girl whose mother rented an apartment to boys from EXO, and the poor girl had to work as a housekeeper. After watching Japanese and Korean dramas I can tell there is a difference in acting style. Which one is better? There is no answer because both styles are good, they’re simply different.


2 komentarzy

W samotności

Nie zawsze samotność jest czymś złym. Niekiedy potrzebujemy samotności, by się wyciszyć, skupić, odetchnąć. Świat nieustannie bombarduje nas dźwiękami, obrazami, różnymi bodźcami i dlatego chwile samotności są potrzebne dla równowagi. Samotność to temat kolejnego foto wyzwania. Szczególnie lubię długie samotne spacery, wtedy przychodzą mi do głowy ciekawe pomysły. Czasem spaceruję po starych cmentarzach, bo jest tam cicho i spokojnie. Mój mężczyzna także lubi te miejsca. Natomiast Akira czasem narzeka na brak towarzysza, choć zazwyczaj dobrze czuje się w swoim towarzystwie.

Weekly Photo Challenge: Solitude

Solitude is different from loneliness. We need solitude to regain energy, get some rest from the chaos of everyday life. I need some solitude to focus on my craft projects or to gather my thoughts. I like long walks, especially in places where I can find peace and quiet like old cemeteries. My fiance also likes such quiet places. As for Akira, he sometimes feels a bit lonely although usually he doesn’t mind his own company.